poniedziałek, 9 grudnia 2013

Nasz mały koszmar





 40 minut później, sukces matki !



CZESANIE - to coś co przeraża nie tylko Julkę, bo matka na samą myśl o tym codziennym elemencie dostaje gęsiej skórki .
Dziecię umiejętnie robi wszystko abym nie mogła się zbliżyć do niej z szczotką, a gdy już to nastąpi ma tysiąc sposobów na wymigiwanie i przerwy.
Sama się jej nie dziwie, bo rozczesanie graniczy z cudem, a i "auciować" przy tym ile trzeba.
Stosujemy różne szampony, odżywki .
Mamy tuzin spryskiwaczy, różne szczotki i grzebienie jednak dużych efektów nie ma.
W ruch poszły nawet mamine kosmetyki w czym jedwab.
Przeszukiwanie internetu też na wiele się  zdało bo "dobre rady" się notorycznie powtarzają.
Jeszcze do tego kochane dziecko nie ułatwia matce życia, bo jej najlepiej jest w rozpuszczonych włosach, i spineczki czy gumeczki długo się nie utrzymują , zwyczajnie jej przeszkadzają.
W dzień jeszcze idzie sobie z tym radzić, tu zwiąże , tu chustkę ubiorę i na straży z grzebieniem stoję. Ale noce ?
Czasem mam wrażenie że w jej łóżeczku są jakieś skrzaty i specjalnie plączą te jej włosiska.
Prawda jest jednak inna, moje dziecię nie potrafi nawet spać spokojnie. Kręci się wierci, trze tą głowiną i takie rezultaty tego potem są.
A matce zostało dalej się męczyć i szukać cudownego kosmetyku, który ułatwi tą walkę .





niedziela, 8 grudnia 2013

I jak tu zrozumieć dziecko ...






Spacery i zabawy na dworze zawsze były ulubionym zajęciem Julki.
No właśnie były ...
Od jakiś 8 dni dziecię się buntuje i na nic proszenie, obiecywanie a nawet przekupywanie !
Nie da sobie wcisnąć czapki, kurtki, spodni o sweterku już nie mówiąc.
Zadowolona biega po domu w koszulce i rajtuzkach zresztą które SAMA ubierze, a dotknij pomóż to taki krzyk że u sąsiadów słychać.
Z racji że pogoda dzisiaj była idealna na spacer, a bialutka warstwa śniegu kusiła do zabaw postanowiłam spróbować wyciągnąć tego mojego uparciucha z domu.
Odczekałam na odpowiedni moment i gdy skończyła oglądać książeczkę spokojnie spytałam
- niunia chcesz zobaczyć śnieg ?
reakcja była natychmiastowa, mała naciągnęła bardziej na siebie kocyk i z wyższością odparła
- nieeee, tam jest zimno
...
ręce Mi opadły ale co począć, ciągnę dalej tą nierówną wymianę zdań
- Słoneczko chodź ubierzemy się szybko, bo ciocia do nas jedzie i musimy iść jej drzwi otworzyć
no i tu była chwila zawahania, ale i tak szybko usłyszałam odpowiedź
- to Ty idź a ja poczekam tutaj

Następne 30 minut minęło na kolejnych przekonywaniach, jednak przynosiło pozytywne skutki, bo co jakiś czas jakaś część garderoby była ubierana.
Oczywiście nie obeszło się bez protestów a nawet łez , bo jak ta wredna matka może wyciagać biedne dziecię z ciepłego domku pełnego ulubionych zabawek na zimny mokry śnieg !
Zmęczona walką z wiatrakami sięgnęłam po ostatnia deskę ratunku.
ZUZIA- ulubiona lalka, bez której spać nie można , jedzenie nie smakuje a zabawy są nudne. Wielkie dziecko małej "mamy".
Ubrałam, posadziłam do wózeczka i wystawiłam na korytarz.
BINGO !
Julka w 5 minut stała ubrana i gotowa do wyjścia tylko po to aby zabrać Zuzię do domku.
No to matka hyc małą za rączke i na dwór . Minę miała groźną, ale po chwili widząc szalejące psiaki po śniegu sama zaczęła biegać, przewracać się, rzucać śnieżkami i lepić bałwanki
...
Po godzinie zachęcam ją do powrotu , mówię że lala czeka no i obiadek mamusia musi zrobić a tu ?
- niee ! ja nie chce iś do domku . Jeście się bawie .
no i tak kolejna godzinka minęła na przekonywaniu ...
i jak tu zrozumieć dziecko ? ;)